Macierzyństwo wzięło nas z zaskoczenia, co prawda parą nie byliśmy od miesiąca czy roku, a ponad 5 lat. Szczerze mówiąc myśl o ślubie nawet nie przeszła mi po głowie. Po urodzeniu O. przy każdej okazji były pytania o ślub od rodziny, ale zawsze umiejętnie odciągaliśmy od tego uwagę. Koleżanki próbowały mi wmówić, że "pierścionek Ci się należy". On nic nie zmieni, żyjemy jak każda normalna rodzina, O. ma tatę i mamę. Myślę, że dziecko gdyby zobaczyło obrączkę na naszych palcach nie byłoby bardziej szczęśliwe. Mnóstwo małżeństw zawieranych jest teraz ze względu na dzieci, bo tak wypada, tego oczekuje od nas starsze społeczeństwo, bo w ich czasach to było nie do wyobrażenia, że rodzice nie mają "wspaniałego" papierka, który ulepsza życie. Często takie "małżeństwa" wytrzymują rok-dwa, małżonkowie się duszą w związku, mają wątpliwości, albo uczucia jak nie było tak nie ma. Ślub nie sprawia, że jak się nie kochamy to nagle buuuum! spadnie na nas lawina miłości.
Za samotną matkę się oczywiście nie uważam, O. do żłobka nie była przyjmowana jako, że ma tylko mamę. Nie czerpiemy żadnych korzyści materialnych z racji tego, że ślubu nie mamy. Tak jest nam lepiej i wygodniej, a krytyką po prostu najzwyczajniej w świecie się nie przejmujemy :)
Pozdrawia O. z łóżka, z gorączką, katarem i kaszlem. Zaczął się żłobek = choroba !
środa, 17 września 2014
piątek, 29 sierpnia 2014
jaki ojciec, taka córka!
Kiedy była O. jeszcze mała, a raczej bardzo mała, bo teraz duża jeszcze nie jest zastanawiałam się zawsze co ją będzie interesowało, czy uda nam się zaszczepić w niej jakieś pasję, zamiłowania... Marzę o tym, żeby nie wychowywać jej w nudnym i szarym świecie od kanapy do kuchni i przed telewizor jak wiele dzieci w dzisiejszych czasach spędza wolny czas. Tata O. to zapalony rowerzysta, rowery stanowią nierozłączną część naszego życia, chociaż ja należę do osób, które męczyć się nie lubią :D Pamiętam jak Tata O. mówił jak O. się urodziła "to będzie druga Maja Włoszczowska!". Jak na razie Tata zaraził O. pasją do rowerów czy to sama na biegowym, czy z nami w foteliku, wprost to uwielbia. Nie chcemy jej wybierać drogi życia, ale chce żeby miała jakąś pasję i jestem pewna, że czy to będzie rower czy tysiąc innych rzeczy zawsze będziemy ją wspierać. Oby nie skończyło się tylko przed laptopem z chipsami :D
Pozdrawiamy.
Pozdrawiamy.
poniedziałek, 14 lipca 2014
mmr. #2
A zaczęło się tak:
Mała O. miała być szczepiona w lutym na mmr jednak lekarz odmówił szczepienia, bo byliśmy przed wizytą u neurologa. Po wizycie u neurologa, który nie widział przeciwwskazań do szczepienia, mała O. poszła do żłobka i zaczął się sezon chorób, kataru itd. Dostałam z przychodni wezwanie na szczepienie, telefon do przychodni i informacja trzeba przyjść w środę (2.07), bo potem nie szczepią, bo lekarze idą na urlop. Myślę, że dobra przecież jesteśmy 2 tygodnie po chorobie, O. jest zdrowa, idziemy! Środa, miałam wątpliwości, pytałam czy może lepiej darować szczepionkę, albo zaszczepić O. na tą kolejną, którą już miała tylko kolejną dawkę. Usłyszałam, że nie, że dzieci szczepi się dzieci tak jak jest w rozpisce, że każde dziecko szczepią i się nic nie dzieję. Czwartek 5:00 mała O. budzi się z płaczem, lekko była ciepła, wzięłam ją do nas do łóżka, i przysypiamy.. Nagle zaczyna się dziać coś dziwnego, panika zawładnęła mną, zaczęły się drgawki albo dreszcze, do tej pory nie dowiedziałam się co to było. Nagły wzrost gorączki, O. aż parzyła, trwało do kilka minut, a ja siedziałam, trzymałam ją na rękach i płakałam. Do lekarza rodzinnego, stwierdza możliwość drgawek gorączkowych, bada małą O. jeszcze raz. Odesłanie do szpitala wojewódzkiego na badanie neurologiczne, w szpitalu okazało się, że neurologicznych zmian nie ma, ale jest... OSTRE ZAPALENIE GARDŁA I JAMY USTNEJ !! Więc pytam:
JA: "Dziecko zostało zaszczepione chore?"
P.Doktor: "Niemożliwe, infekcja musiała się rozwinąć teraz"
JA: "Ale dziecko było badane godzinę temu i lekarz rodzinny nie stwierdził infekcji"
P.Doktor: <rozłożyła ręce> "Niemożliwe"
Propozycja zostania na oddziale, jednak Tata O. odmawia, doktor stwierdza, że to niekonieczne, daje nam TANTUM VERDE, na ostre zapalenie gardła i odsyła do domu, karze iść do lekarza rodzinnego.
Piątek, lekarz rodzinny zlecił badania krwi, wszystko wyszło dobrze, oczywiście mnóstwo tłumaczenia, że to nie jej wina, ble, ble, ble... Stwierdzone, że na antybiotyk jest za wcześnie, przepisała syropek (później dowiedziałam się, że był to syropek na odporność). Noc z piątku na sobotę, tragedia, duszności, kaszel. Sobota to samo, zdecydowaliśmy się jechać na pogotowie. Tam doktorka osłuchała ją, i od razu skierowała do szpitala na oddział. 5h pod kroplówką, antybiotyki, nebulizacje. Wyszliśmy w zeszły wtorek z katarem i mokrym kaszlem i Zinnatem, dzisiaj minął tydzień od wyjścia O. nadal kaszle, katar nie ustąpił, a wręcz przeciwnie zrobił się zielony, a ja już nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Dzisiaj wizyta u lekarza kolejna i przepisał sterydy, które boję się jej podać.
Dziecko chore już 11 dni.. Pocieszenie od pani doktor dostałam takie, że zapalenie krtani będzie nawracać. Miła perspektywa.
Pozdrawiam.
Mała O. miała być szczepiona w lutym na mmr jednak lekarz odmówił szczepienia, bo byliśmy przed wizytą u neurologa. Po wizycie u neurologa, który nie widział przeciwwskazań do szczepienia, mała O. poszła do żłobka i zaczął się sezon chorób, kataru itd. Dostałam z przychodni wezwanie na szczepienie, telefon do przychodni i informacja trzeba przyjść w środę (2.07), bo potem nie szczepią, bo lekarze idą na urlop. Myślę, że dobra przecież jesteśmy 2 tygodnie po chorobie, O. jest zdrowa, idziemy! Środa, miałam wątpliwości, pytałam czy może lepiej darować szczepionkę, albo zaszczepić O. na tą kolejną, którą już miała tylko kolejną dawkę. Usłyszałam, że nie, że dzieci szczepi się dzieci tak jak jest w rozpisce, że każde dziecko szczepią i się nic nie dzieję. Czwartek 5:00 mała O. budzi się z płaczem, lekko była ciepła, wzięłam ją do nas do łóżka, i przysypiamy.. Nagle zaczyna się dziać coś dziwnego, panika zawładnęła mną, zaczęły się drgawki albo dreszcze, do tej pory nie dowiedziałam się co to było. Nagły wzrost gorączki, O. aż parzyła, trwało do kilka minut, a ja siedziałam, trzymałam ją na rękach i płakałam. Do lekarza rodzinnego, stwierdza możliwość drgawek gorączkowych, bada małą O. jeszcze raz. Odesłanie do szpitala wojewódzkiego na badanie neurologiczne, w szpitalu okazało się, że neurologicznych zmian nie ma, ale jest... OSTRE ZAPALENIE GARDŁA I JAMY USTNEJ !! Więc pytam:
JA: "Dziecko zostało zaszczepione chore?"
P.Doktor: "Niemożliwe, infekcja musiała się rozwinąć teraz"
JA: "Ale dziecko było badane godzinę temu i lekarz rodzinny nie stwierdził infekcji"
P.Doktor: <rozłożyła ręce> "Niemożliwe"
Propozycja zostania na oddziale, jednak Tata O. odmawia, doktor stwierdza, że to niekonieczne, daje nam TANTUM VERDE, na ostre zapalenie gardła i odsyła do domu, karze iść do lekarza rodzinnego.
Piątek, lekarz rodzinny zlecił badania krwi, wszystko wyszło dobrze, oczywiście mnóstwo tłumaczenia, że to nie jej wina, ble, ble, ble... Stwierdzone, że na antybiotyk jest za wcześnie, przepisała syropek (później dowiedziałam się, że był to syropek na odporność). Noc z piątku na sobotę, tragedia, duszności, kaszel. Sobota to samo, zdecydowaliśmy się jechać na pogotowie. Tam doktorka osłuchała ją, i od razu skierowała do szpitala na oddział. 5h pod kroplówką, antybiotyki, nebulizacje. Wyszliśmy w zeszły wtorek z katarem i mokrym kaszlem i Zinnatem, dzisiaj minął tydzień od wyjścia O. nadal kaszle, katar nie ustąpił, a wręcz przeciwnie zrobił się zielony, a ja już nie mam pojęcia jak jej pomóc.
Dzisiaj wizyta u lekarza kolejna i przepisał sterydy, które boję się jej podać.
Dziecko chore już 11 dni.. Pocieszenie od pani doktor dostałam takie, że zapalenie krtani będzie nawracać. Miła perspektywa.
Pozdrawiam.
środa, 9 lipca 2014
mmr
Bardzo się bałam mmr-u.
Chyba to był jakiś znak.
Wątpliwości, wątpliwości, wątpliwości.
Intuicja matczyna nieomylna.
Obiecuję nigdy więcej nie zaufam lekarzowi.
Nigdy więcej.
Pozdrawiamy już z domu.
Jak dojdziemy do siebie opowiemy coś więcej.
sobota, 28 czerwca 2014
Aaa kuku!
Zaglądamy tutaj tak rzadko, że aż mi wstyd. Ale niestety szara codzienność i brak czasu. Mała O. maj zakończyła chorobowo jak i początek czerwca, na zewnątrz było 30 stopni, a z nosa ciekło po pas. Mama zasmarkana to i dziecko też. Podjęłam pierwszą próbę dokładnie 24 czerwca kiedy O. skończyła 17 miesięcy oduczenia ją smoczka. Wydawało mi się to niewykonalne, bo non stop go doiła i w dzień i w nocy. Ale wiecie co? Udało się! Czwarty dzień na detoksie :D Panie w żłobku tak bardzo pomagają i wspierają mnie, naprawdę cudownie trafiliśmy z tym żłobkiem. O. jest ich ulubienicą i widzę, że nie jest to pusta opieka nad dzieckiem, tylko wiele dobrego ją nauczyły. Przede wszystkim mała O. sama umie już jeść i łyżką i widelcem co dla mnie jest dużym plusem w stronę opiekunek. Przedyskutowałam kwestię smoczka z nimi i też mi w tym pomogły, teraz za jakiś tydzień ustaliłyśmy wspólnie, że podejmujemy naukę nocnika na poważnie.
Pozdrawiamy !
Pozdrawiamy !
poniedziałek, 5 maja 2014
żyjemy i mamy się dobrze.
Tak rzadko mamy czas, aby tutaj zajrzeć, ale ciągle jesteśmy w biegu. Kwiecień okupiony był płaczem, katarem i milionem łez, a wszystko za sprawą pięciu nowych zębów, które pojawiły się w buzi O. Adaptacja w żłobku się udała i mała O. już się zaadaptowała. Dzisiaj zaskoczyłam ją, podczas rysowania! Mama pełna radości mówi: "Cześć Oliwko", a O. nic.. Taka była zajęta ;) Myślę, że powoli zaczynam widzieć plusy chodzenia do żłobka, przede wszystkim zrobiła się bardziej otwarta i rozgadała się oraz powoli uczy się sama jeść.
Zauważyłam bardzo dziwną rzecz, mała O. zgrzyta zębami. Czy Wasze dzieci też tak robiły?
Zauważyłam bardzo dziwną rzecz, mała O. zgrzyta zębami. Czy Wasze dzieci też tak robiły?
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
biały tydzień!
Poprzedni tydzień nazwałam białym, gdyż w buzi małej O. zagościły aż cztery nowe ząbki. Dawno temu pisałam, że O. ma tylko dwie jedynki i tak było do poprzedniego tygodnia. Najpierw jednego ranka zauważyłam o dziwo dwie górne dwójki, a dzisiaj rano dwie górne jedynki. Nie obyło się bez płaczu, marudzenia, gorączki, kataru itp. Ale cztery zęby w tydzień to nie lada przeżycie, do tego doszedł żłobek i wszystko się złożyło w bardzo ciężki tydzień. Śmiało mogę powiedzieć, że to był najcięższy tydzień od urodzenia O.
Najważniejsze jednak, że zęby są. I okres adaptacji w żłobku uważam za zakończony, mała O. nie chciała dzisiaj iść do domu. Jednak wsparcie ze strony opiekunki żłobka było dla mnie bezcenne, gdyby nie jej zdrowy rozsądek zrezygnowałabym po drugim dniu.
Najważniejsze jednak, że zęby są. I okres adaptacji w żłobku uważam za zakończony, mała O. nie chciała dzisiaj iść do domu. Jednak wsparcie ze strony opiekunki żłobka było dla mnie bezcenne, gdyby nie jej zdrowy rozsądek zrezygnowałabym po drugim dniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

